Korwi jołki połki

Comments: Comments Off
Published on: 15 czerwca 2014

Od ogłoszenia wstępnych wyników wyborów do Europarlamentu nastała nowa moda. Moda szkodliwa, bo tradycyjnie nic nie wnosząca do debaty publicznej. Niemniej trudno jej się oprzeć. Nawet ja nie podołałem, co udowadniam niniejszym tekstem.

Otóż chodzi o dość nieoczekiwany wynik partii spod loga Kongresu Nowej Prawicy. Media zachłystują się liderem spijając z jego ust każdą bzdurę, jaką raczy z siebie wydać. A czy mówi coś konkretnego? Nie. Na tę chwilę odnoszę wrażenie, że Janusz Korwin-Mikke nie jest nawet członkiem swojej partii, co dopiero jej szefem. A to za sprawą czegoś, co już zaczyna śmieszyć. Otóż praktycznie każda jego wypowiedź jest kwitowana przez członków KNP per „to jest prywatna opinia pana Korwina-Mikke”. Wynikałoby z tego, że przeszło dziewięćdziesiąt procent przekazu medialnego KNP, to są prywatne opinie szefa partii, od których wspomniana partia się mniej lub bardziej odcina.

Śpieszę wyjaśnić tzw Korwinowcom, że poglądy pana JKM nie są jego prywatnymi od momentu, gdy został szefem waszej partii. Polityk jest sumą swoich poglądów. Cokolwiek powie i choćby nie wiem, jak mocno chłopcy i dziewczęta z KNP od jego słów odcinali, to będzie postępował zgodnie z nimi. Czy to w kwestii gwałtów, czy pedofilii, czy stosunku do Putina. Jeśli ktoś uważa inaczej to jest naiwny, patologicznie naiwny. Zasłanianie się dziwnie pojmowaną „wolnością” nie ma tu nic do rzeczy, bo człowiek uważający, że kobiety tak trochę chcą być gwałcone będzie miał określony i łatwy do przewidzenia stosunek zarówno do samych ofiar gwałtów, jak i do stanowionego w tym zakresie prawa. Taki, z którym cywilizowany człowiek nie chce mieć nic wspólnego.

W dodatku, jeśli do słów szefa trzeba notorycznie pisać instrukcję obsługi, wyjaśnienia, odcinać się itede, to znaczy, że coś jest nie tak. Bardzo nie tak.

W tym miejscu pojawia się kolejny argument jakoby stawiający JKM w pozytywnym świetle. Otóż (jakoby) ma on od kilkudziesięciu lat głosić to samo. Czy tak jest, nie wiem. To raczej temat na pracę doktorską i analizować tego nie zamierzam. Przyjmę, że jego stronnicy wiedzą, co mówią i piszą.

Oczywistym jest dla mnie, że taka postawa może robić wrażenie na nasto- i dwudziestolatkach. Taki cielęcy wiek i czas w życiu każdego człowieka, w którym przekonanie o genialności własnej przeważa nad zdrowym rozsądkiem i zdolnością słuchania innych. Niestety wspomniani jeszcze nie mają odpowiednio wyrobionej świadomości swojego miejsca w społeczeństwie. To przychodzi z czasem i dlatego wypada przypomnieć, że człowiek uczy się przez całe życie a nabywana wiedza ma wpływ na wyznawane poglądy. Jeśli tego nie czyni, to znaczy, że jest nieukiem i bezrefleksyjnym pniakiem. To nie jest nawet wada. To jest dysfunkcja.

Te nieliczne elementy przekazu KNP, od których rzeczona partia się nie odcina (chyba), dotyczą aspektów gospodarczych i ekonomicznych. Media dostarczają dość dowodów, że urzędas ma się u nas dobrze. A to dowali barom mlecznym, a to karetki uzna za luksusowe samochody osobowe. Przykro, że nic się z tym nie dzieje, że ci urzędnicy nadal pełnią swoje funkcje dając mało śmieszny ubaw ludziom myślącym, niemniej co KNP proponuje w zamian? Coś co można określić darwinizmem społecznym i ekonomicznym. Silniejszy wygra. Słabszy… Kogo obchodzi słabszy?

KNP usiłuje wprowadzić egoizm i aspołeczność na poziom sztuki, niemalże religii, a na pewno jako ideologię. W latach trzydziestych dwudziestego wieku byli już tacy, którym na pewien czas udało się ideologię darwinizmu społecznego realizować. Oczywiście nikt nie twierdzi, że KNP to partia nacjonalistyczna. Ale trudno oprzeć się skojarzeniom i idącym za nimi niesmakowi.

O poglądach ekonomicznych Korwinowców można sporo poczytać w necie, więc nie będę ich przytaczał. Dość powiedzieć, że w swoim zacietrzewieniu są zabawni i bliscy innej ideologi. Równie teoretycznej i równie nie do zrealizowania w prawdziwym świecie. Model ekonomii proponowany przez KNP jest równie teoretyczny, co komunizm. Piękne ćwiczenie intelektualne, ale wprowadzane w życie… Wiadomo: ZSRR, Korea Północna i tak dalej.

Ciekawe, że chcą wprowadzenia wolności gospodarczej, która miała panować w dziewiętnastym wieku w Europie. Tak generalnie ciężko domniemywać o co konkretnie Korwinowcom chodzi, bo pierwsza połowa XIX wieku, to merkantylizm, druga to leseferyzm i ustawy antymonopolowe. To jest właśnie ciekawe, że Korwinowcy chcą systemu, który występował w przyrodzie równie często, co komunizm, czyli nigdy. Odporność na fakt, że „niewidzialna ręka rynku” musiała trafić pod ochronny płaszcz państwa aż zadziwia. Pierwszym krajem, który zaczął walczyć z monopolami była ikona liberalizmu, Stany Zjednoczone (1890). Jaki związek z wolnym rynkiem i konkurencją mają monopole? Polecam lekturę podręczników do podstaw ekonomii. Podpowiem tylko, że nic nie mają, wręcz przeciwnie, niszczą rynek, wolność gospodarczą i inne jakoby drogie Korwinowcom idee.

Ostatnia kwestia, podwójna. Otóż niebywałe wrażenie na Korwinowcach, a przynajmniej słyszalnej ich części, robi niejaki Putin. Jest stawiany za wzór skutecznego polityka nie ulegającego dyktatowi demokracji. Jego kraj jest stawiany za wzór. Jakby na to nie spojrzeć, każdy ma takiego idola, na jakiego sobie zasłużył.

Co mamy w Rosji? Struktury bliższe mafijnym niźli państwowym. Rabunkową gospodarkę surowców i brak większego przemysłu. Kraj, który „za komuny” jednak miał się czym pochwalić, teraz musi sprowadzać lokomotywy z Niemiec, inaczej mu kolej stanie. Kraj, który miał porównywalną z Amerykańską flotę wybudowaną we własnych stoczniach, teraz okręty musi kupować we Francji. O zachowaniu Putina bliższym dresowi, a nie mężowi stanu, już nie wspominając. Nie wiem w jaki sposób Korwinowcy godzą wolnościowe poglądy z uwielbieniem dla krajów i ludzi, gdzie prowadzenie poważnej działalności gospodarczej w praktyce jest koncesjonowane wedle kryterium „z nami, czy przeciw nam”.

Za uwielbieniem „rządów silnej ręki” w stylu Putina idzie naiwna wiara w monarchię. Niewątpliwie urzędnik powołany przez króla jegomości będzie szczytem profesjonalizmu w przeciwieństwie do tego powołanego przez ciała wybrane demokratycznie. Nie będzie łapownictwa, rzucania kłód pod nogi obywatelowi i innych takich. Chcecie, to sobie w to wierzcie. Tylko, bardzo proszę, nie każcie mi siebie traktować poważnie. Z wiarą się, po prostu, nie dyskutuje. Ot i wszystko.

Co można napisać o moim powyższym wywodzie? Że jest bardzo w cudzysłowie. A to za sprawą tego, że ja naprawdę nie wiem jakie poglądy prezentuje KNP Korwina-Mikke. Diabli wiedzą, co jest linią programową, co prywatną opinią, co działacze partyjni popierają, od czego się odcinają. Jak również, czy aby za tydzień nie zaczną popierać tego, od czego się odcinali, albo odwrotnie. Odsyłanie mnie do programu partii pominę milczeniem. Nie chce mi się czytać bzdetu, jeśli gro tego, co liderzy KNP mówią to ich „prywatne opinie”. Zmieńcie sobie nazwę na Kongres Nieskoordynowanych Przekazów, przynajmniej będzie adekwatna do sytuacji.

Cóż. Jest tylko jeden niepokojący aspekt sytuacji. Przykro, że takie partie to są w znacznej mierze produkty tych polityków, dla których najistotniejszą kwestią ostatnich lat i dni w debacie publicznej są pogrzeby, tudzież wypadki alias zamachy. I to jest realny problem, z którym elity polityczne będą musiały się zmierzyć przed najbliższymi wyborami parlamentarnymi.

Comments are closed.

Close Print