Niewidzialni

Categories: Różności
Comments: Comments Off
Published on: 25 października 2012

W dniach 29 sierpnia – 9 września 2012, w Londynie, odbyły się XIV Letnie Igrzyska Paraolimpijskie. Niespodziewanie okazało się, iż media mogą pokazywać niepełnosprawnych i mówić o nich. I to nie jak to zwykle było dotąd, w kontekście ZUS, rent, odszkodowań, czy drogich programów rehabilitacyjnych, a w kontekście odnoszonych przez nich sukcesów. Nieoczekiwanie wyszło na to, iż ci, którzy stereotypowo jawią się jako nieporadni, wymagający współczucia i pomocy, okazują się być silniejsi, wytrwalsi, a nade wszystko skuteczniejsi niźli ci okupujący pierwsze strony gazet sportowych. Raptem dokonano odkrycia, że niepełnosprawni też uprawiają sporty.

Nie ma co przytaczać cyfr z budżetu jakim dysponowała każda z naszych ekip sportowych, ta z Olimpiady, i ta z Paraolimpiady. Starczy wspomnieć, że to były różnice w rzędach wielkości. Jeśli już mówić o cyfrach to najlepiej pisać o miejscach i liczbie medali. Naszych dwustu osiemnastu Olimpijczyków zajęło, ex aequo z Azerbejdżanem, trzydzieste miejsce w klasyfikacji medalowej zdobywając w sumie dziesięć medali. Z kolei naszych stu Paraolimpijczyków zajęło miejsce dziewiąte z trzydziestoma sześcioma.

Nie ma też sensu pastwić się na politykami, dla których mało zrównoważone wypowiedzi na temat paraolimpijczyków to obecnie jedyny sposób by przeniknąć do mediów głównego nurtu.

Niemniej warto pisać o tym jak widzimy niepełnosprawnych. Większość z nich jest, dla tak zwanych „zdrowych” czy „normalnych”, niezauważalna bo radzi sobie doskonale bez niczyjej pomocy. Część jest zależna od innych i tej pomocy oczywiście wymaga, niemniej częstokroć zapewnia ją im najbliższa rodzina – w przeciwnym wypadku często siedzą w zamknięciu. Jednakże spora grupa pomocy wymaga tylko dlatego, że inni nie mieli dostatecznej wyobraźni, wiedzy lub wręcz empatii na elementarnym poziomie by im ułatwić życie.

Problemem jest właśnie podejście. Dopiero nie tak dawno warszawskie dworce Centralny i Śródmieście „dorobiły się” udogodnień dla niepełnosprawnych – znanych już w XIX wieku wind, wyczuwalnych pod podeszwą i laską „czopków” oraz „linii”, czy w końcu czegoś tak prozaicznego jak linii o kontrastowych kolorach na krawędzi peronu. Przedostatnie udogodnienie nie przeszkadzało oczywiście pewnej pani w wyrażaniu głośnej dezaprobaty i żądań likwidacji z powodu wywracania się jej walizki.

Na „naszym” poziomie, powiatowym, gminnym czy wręcz osiedlowym problem jest często wręcz prozaiczny. To są dwa, trzy schodki, zamiast pochylni, to są krzywe chodniki, to są remonty „pozoracyjne” czyli coś co można porównać z „malowaniem trawy” a nie wniesieniem nowej jakości do przestrzeni publicznej. To urzędnik (od razu uspokoję – nie z naszego powiatu) oświadczający, że „u nas takich nie ma” w odpowiedzi na prośbę usunięcia uniemożliwiających przejazd wózkiem znaków drogowych z wąskiego chodnika. To (tym razem odnosząc to już do naszego Ożarowa) dworzec PKP z kilkudziesięcioma schodami, zamkniętym przejściem przez tory i „dowcipną” informacją, że najbliższy dworzec umożliwiający odprawę niepełnosprawnych znajduje się w Płochocinie. To biblioteka do której osoba na wózku nie ma praktycznie żadnego dostępu co naocznie można było potwierdzić w czasie otwarcia Biblioteki Powiatowej. To brak pochylni na przejściach dla pieszych na rzecz mierzących kilkanaście centymetrów krawężników.

Niepełnosprawni nie izolują się od otoczenia, to otoczenie swoją bezmyślnością ich izoluje od siebie. Co ciekawe, te same udogodnienia ułatwiają życie osobom sprawnym – rodzicom prowadzącym dziecięce wózki, czy starszym ciągnącym swoje wózki z zakupami.

Comments are closed.

Close Print